To opowiadanie o fikcyjnej karierze artystycznej fotografa, który jeżdżąc po świecie, latami budował fałszywe Curriculum Vitae wykorzystując potoczne znaczenie słowa pokazywać. I tak wyżej wymieniony pokazywał swoje konkretne projekty w najwiekszych i najbardziej prestiżowych galeriach na świecie takich jak nowojorska MOMA, paryskie centrum Pompidou czy amsterdamskie Muzeum Van Goga. Tyle ze czas trwania pokazu ograniczał się do czasu potrzebnego na wykonanie dokumentacji, a jedynym oglądającym byt zazwyczaj aparat fotograficzny. Powstała wiec seria zdjęć dokumentujących artystę ze swoimi pracami w tych Świątyniach sztuki. Zdjęcia, które ironizują naciągane niejednokrotnie życiorysy artystyczne twórców są dowodem jak łatwo manipuluje się czytelnikiem. Tomek Sikora ALFONS SKOWRONEK EKSHIBICIONISTA Powiedzieć w jakich miejscach Alfons Skowronek pokazywał swoje prace, to powiedzieć stanowczo zbyt mało. To po prostu artysta, który pokazuje się na świecie. Tylko nie u nas, powie zaraz ten czy ów. I będzie mial racje. Bo AS pokazywał się w miejscach, o których większość naszych artystów może tylko pomarzyć. Dlatego dziś mamy prawo zapytać: jak to się dzieje, ze większości krytyków naszych, a także większości naszej wyrafinowanej publiczności artysta ten wciąż umyka z pola widzenia? Dzisiaj, kiedy AS objechał już cały świat... Kiedy wspominają jego pokazy w takich galeriach jak nowojorska MOMA, Guggenheim, paryskie Centre Pompidou, Louvre, czy Sydney Nationale Museum (ale tez, co trzeba zaznaczyć, w naszej rodzimej Zachęcie); gdy żywa jest wciąż pamięć o nim w marmurowych salach Watykanu, w rozgrzanym afrykańskim stoncem Tunisie i w kolebce europejskiej kultury, odwiecznym jasnym Akropolu. Wszędzie tam dzieła pokazywane przez Alfonsa Skowronka budziły żywą reakcje, a on sam w swoim zniszczonym skórzanym płaszczu, z tajemniczym aborygeńskim uśmiechem na ustach nie pozostawiał obojętnym nikogo sposród publiczności. Nawet ci, przyznajmy to, niejednokrotnie znużeni i zobojetniali na sztukę, bo od wieków strzegący jej - wartownicy, strażnicy i opiekunowie, ci na pierwszej linii w służbie Sztuki, którzy niejedno już wiedzieli, nawet oni nie pozostali obojętni wobec naszego, podkreślamy to jeszcze raz wyraźnie, artysty i jego dzieł. Wystarczyło, że rozchylił swój traperski płaszcz i pokazał, co tym razem pod nim przyniosł - reakcja była zawsze jedna: wystawiano go. Zawsze na zewnątrz, zawsze do ludzi. Trudno w niewielu słowach scharakteryzować jego twórczość. Ale na pytanie, co jest sita tego artysty, co sprawia, ze pokazuje w tak renomowanych miejscach, odpowiedzi mam jedna: to odwaga. Pozbawione kompleksów stawanie w szranki z najlepszymi, parcie Skowronka do konfrontacji, nie uchylanie się od niej. I nie trzeba szukać tu mądrych terminów, żadnych izmów, czy azmów, acji czy ocji....Domem artysty stały się światowe galerie, nic wiec dziwnego, ze tam pokazuje. Może i u nas przyjdzie na to pora. Mam cicha nadzieje, ze ta wystawa da początek szlachetnej modzie na Skowronka. Wystawiajmy go, kiedy tylko cos pokaże. Wystawiajmy nawet wtedy, gdy na dworze wicher i mróz. Niech pokazuje i u nas, śmialo i bez kompleksów, jak zawsze. Miłosz Skarga-Michalski red. nacz. kwartalnika „otofoto.pl"